Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogród. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2015

Nie wyciągaj aparatu bo znowu zacznie wiać...

Jakiś miesiąc temu z małżem pomalowaliśmy i zamontowaliśmy na płocie 2 drewniane kratki. Pochodzą z odzysku, więc radość podwójna: nas bo mamy kratki i poprzednich właścicieli którzy się ich pozbyli. I nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nie mogę ich sfotografować. Za każdym razem gdy pomyślę; czas zrobić kilka fotek, na dworze zaczyna okropnie wiać. I tak bujam się z tymi fotkami od miesiąca.
Myślicie, że dzisiaj nie wieje, nic bardziej mylnego, ale na szczęście nie przewraca szklanek.




Prócz kratek obfotografowałam także nasz taras. Bo nie wiadomo kiedy znowu zdarzy się okazja by na nim posiedzieć :) Wiatr skutecznie odbiera przyjemność korzystania z tego miejsca 









Wiatr nie wiatr im nic nie przeszkadza :P


Pozdrawiam cieplutko,
Karola

sobota, 9 sierpnia 2014

Moje boje czyli historia bojowa.

Cześć wszystkim,


Od dwóch lat chodziło mi po głowie zrobienie boi, przepis znalazłam tu. Jednak sama nie pewnie czuje się trzymając piłę. Należało zaangażować do tego mężczyznę. Wszystkie dobrze wiemy jak to jest, złóż zapotrzebowanie, napisz podanie, dwa zdjęcia, pomędź przez pół roku może się doczekasz realizacji na kolejny sezon.


Jednak gdy do zadania zaangażujemy trzech mężczyzn, wszystko powinno pójść sprawniej. Taki był mój plan. Mniej wymagające zadanie zwiększy chęć szybkiego wykonania.
I tak sąsiada poprosiłam o wycięcie bojek, męża o oszlifowanie a teścia o zorganizowanie liny.  Dla mnie pozostało malowanie i ozdabianie.

Mąż dzielnie szlifuje

Boja przed i po szlufowaniu

Malowanie wymagało położenia około czterech warstw farby
W sumie powstało sześć boi, trzy do dekoracji wejścia trzy do ogrodu. O wejściu napisze wkrótce.

Tak prezentują się boje w ogrodzie. 


Boje ozdobiłam naklejkami




Pozdrawiam bojowo,
Karola

środa, 9 lipca 2014

Ogród prawdziwego architekta krajobrazu :)

Witajcie,
Patrząc na ten przewrotny tytuł śmieje się sam z siebie. I wmawiam sobie, że szewc bez butów chodzi. Choć ze mnie taki szewc co piekarzem został :) Pod koniec lipca minie cztery lata jak tu mieszkamy, a w naszym ogrodzie rośnie głównie trawa. Na swoja obronę mam to:


Dwie rude bestie, które nie mają żadnych świętości, czego nie zasikają, to zjedzą lub w ostateczności wykopią i zrobią z tego sieczkę, tak dla zabawy. Inwestowanie w szlachetne okazy nie ma sensu.  W tym roku postanowiliśmy jednak coś zmajstrować.


Mała rabatka w kształcie falki. Tylko i wyłącznie z okazów które zachowały się w ogródku, jakimś cudem. Oczywiście nic nie pozostawiliśmy przypadkowi, całość musiała zostać zakratowana.

28.04.2014

28.04.2014

A i tak już tego samego dnia Jogi wskoczył do środka. 

A tak to wygląda teraz:

8.07.2014



Od kwietnia dosadziłam tylko lawendę


Na Miskanta zawsze można liczyć :) 


Czasem jest bardzo inspirujący :P


Pozostawiam Was z tym widokiem i zapowiedzią posta w "Nie tylko na...",
Karola

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Promocja...

Witam wszystkich, 


Dajecie się czasem ponieść fantazji podczas różnego rodzaju promocji i super ofert? Ja najczęściej jestem dość powściągliwa i często  kończy się to rozczarowaniem, zwłaszcza kiedy oferta była naprawdę atrakcyjna. Wrodzone sknerstwo skutecznie hamuje mnie na zakupach, zwłaszcza jeśli obok nie ma małża który powie nie rób scen, wrzuć do koszyka :P
Tym razem było podobnie, małż powiedział dostałem ofertę z Nomi są meble ogrodowe Nordic w cenie 280zł. (dla porównania podobny zestaw w Obi kosztował 399zł.).  Jeden telefon (oczywiście małża) i przedostatni komplet czekał na nas w puckie obsługi.


Kilka uwag technicznych: meble są wykonane z surowego drewna sosnowego. Mają też brzydkie łączenie w postaci wkrętów które robią głębokie na pół centymetra dziury w drewnie.


W moim idealnym świecie coś nie do zaakceptowania. Zanim więc przystąpiłam do malowania musiałam zaszpachlować te kratery trzykrotnym nakładaniem warstewek szpachli. 


Malowałam wałkiem, meble zostały pokryte olejem gruntującym a potem dwiema warstwami farby dedykowanej na zewnątrz Fluggera. To moje osobiste odkrycie, jestem zachwycona tą farbą o konsystencji gęstej śmietany. Teraz ciężko mi będzie wrócić do zwykłych lejących się farb akrylowych. 
Cała operacja odbywała się w tzw. międzyczasie i trwała ponad miesiąc.  


Skrzynka po jabłkach przedstawiciel recyklingu jeździ na kółkach od starego plotera, nowy natomiast wyciął naklejkę ahoy. 


"Tu wszystko się kończy i zaczyna Gdańsk, Sopot, Gdynia..." 
Dacie wiarę, że trójmiejscy tubylcy zupełnie nie rozumieją tego naszego ogólnopolskiego zachwytu morskimi klimatami.


Poduszki które możecie kojarzyć ze zdjęć targowych :)
Szerokości geograficzne to oczywiście wprasowanki. Szare poszewki są z Biedronki o braku reniferów na nich pisałam tu. Niebieską uszyła mi sąsiadka dla kontrastu.



Trochę pogawędziłam, mam nadzieje, że ktokolwiek dobrnął do końca :P
Pozdrawiam cieplutko,
Karola



wtorek, 4 czerwca 2013

może morze :)

Witam wszystkich podczytywaczy i podglądaczy :)
Zdolności pisarskich niestety mi brakuje i zawsze myślę od czego by tu zacząć. Złośliwiec powiedziałby, że od początku.  A filozof zastanowiłby się gdzie jest ten początek. Może powinnam poszukać złotego środka?!  Nie mniej staram się jak mogę by moje grafomańskie wywody były sensowne i możliwe do przeczytania ze zrozumieniem.

Obiecałam pokazać salon i nową kanapę, ale słoneczne dni sprawiają, że zdecydowanie nie chce się siedzieć w domu. Przewrotność losu, większość z Was pisze o deszczu i brzydkiej pogodzie. A u nas jest wręcz odwrotnie. Pogoda rehabilituje się za poprzedni rok, kiedy wszyscy w maju mieli 30 stopni, a ja biegałam w polarze bo było 15 stopni, silny wiatr i deszcze. Równowaga musi być w naturze :)

W ostatnią sobotę wybraliśmy się do Sopotu na pchli targ (pierwszy i ostatni raz) oraz kiermasz MAMUSZKI, organizowany przy okazji Kontakt Festiwal - włącz świadome rodzicielstwo. Chodziło mi głównie o jedno stoisko, znanego większości Wam sklepu Scandi Loft. Tu zaskoczył mnie małż ofiarował mi bilet ze znakiem wodnym, bym sobie kupiła, co tylko chce, w końcu zaraz mam urodziny.
Pierwsza reakcja drżenie rąk, przyspieszone tętno i oddech. Co tu wybrać, co tu wybrać. Za pewne strzeliłam jeszcze parę głupich tekstów, ale taka byłam podekscytowana, że kompletnie nie pamiętam o czym nawijałam.

A kupiłam: wymarzone czerwone słomki


sznurek


oraz upragnione nożyczki przy widoku których zawsze śliniłam monitor


Dostałam także (od przemiłej właścicielki sklepu) prezent z urodzin w postaci materiałowej taśmy klejącej w jedynym słusznym kolorze czyli czerwonym :)



Złośliwiec powie, że to bardzo skromne zakupy, ja jednak lubię dawkować sobie przyjemności. Na pewno nie będą to ostatnie zakupy w Scandi Loft. 
Wracając do domu zajechaliśmy jeszcze do IKEA,  gdzie wypatrzyłam promocje na lampki solarne i za namową męża nabyłam dwa komplety (ja skąpiec chciałam kupić jeden).  A małż proponował by wziąć nawet trzy i to byłby najlepsza decyzja.  

Przechodzimy do meritum, czyli zdjęć mojego tarasu w morskim stylu (jak w tytule chyba :P). Pragnę uprzedzić, że nie znajdziecie tu szałowych mebli ani drogich, wyszukanych na te okazję dodatków. Chce tylko pokazać, że nie potrzeba worka pieniędzy by stworzyć przyjemne dla oka otoczenie, z tego co się posiada w domu. 






Na koniec wieczorny klimat




Obecny wygląd tarasu nie jest moim ideałem, ale będę do niego powoli dążyć :)

Pozdrawiam cieplutko,
Karola 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...