Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuchnia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 marca 2014

Wnętrzarskie Kfiatki w kuchni...

Witajcie kochani,
Przyszła wiosna czas powymiatać z kątów stare obietnice. O czym mowa? O cyklu „Wnętrzarskie Kfiatki”, miał być cykl ukazał się jeden post. Oczywiście wymówek na swoją obronę mam mnóstwo i historii z tym związanych najmniej tuzin, ale nic to w życie nie wnosi więc, oszczędzę Wam opowieści dziwnej treści. Cóż czasu nie było i tej wersji będę się trzymać :) Dzisiejszy post i tak bedzie obszerny bez tego.

Poprzedni post związany z wpadkami wnętrzarskimi w łazience znajdziecie tu.
Dziś na tapecie drugie po łazience najbardziej wymagające pomieszczenie kuchnia.
Wydawać by się mogło, że jak się mieszka 4 miesiące w domu bez kuchni to przy jej zaplanowaniu obejdzie się bez wiekszych wpadek (mnie się tak przynajmniejwydawało :P). Nie na wszystko miałam świadomy wpływ (jak choćby rozplanowanie przyłączy do gazu, prądu czy wody), bo dom kupiliśmy na etapie gdzie zmiany tego typu wiązały się ze sporymi dodatkowymi kosztami.

Z tak zastanym planem sytuacyjnym zaprojektowałam swoją kuchnię w kształt litery U.


Zależało mi by było w miarę symetrycznie, więc jedna półka na wino jest przy zmywarce.


Takie ustrojstwa kurzą się bardzo szybko, dodatkowa ta koło zmywarki wiecznie jest czymś zachlapana. Zdecydowanie nie polecam takiego rozwiązania, dzisiaj między te dwie otwierane szafki wstawiłabym praktyczniejsze szuflady.


Zostając w temacie szuflad. Przy kuchence miałam zaprojektowaną szafkę z trzema szufladami. Akurat podczas zamawiania kuchni nie było do niej frontów. Pani w IKEA zaproponowała inne rozwiązanie (do którego nie byłam przekonana), ale straszyła mnie, że do czasu zakupu odpowiednich frontów nie będę mogła korzystać z szuflad, więc przystałam na jej propozycje.


Nie jestem zadowolona z tego rozwiązania, jest to zwyczajnie upierdliwe, gdy człowiek się spieszy chce coś wyciągnąć lub schować i traci czas na wysunięcie najpierw jednej a potem drugiej szuflady i następnie zamkniecie jednej i drugiej. 

Obok mamy Piekarnik, już nie ma go w ofercie IKEA i chyba nawet wiem dlaczego, przez zegarek. 


U koleżanki w takim samym piekarniku tykał od nowości (jest po wymianie). Mój z czasem zaczął tykać i był wymieniany już dwa razy. Za każdym razem po jakimś czasie zaczyna coraz głośniej tykać, że w szczycie głośności jest słyszany na górze w sypialni.  Nie mam szczęścia do tego piekarnika po wymianie jest także termostat. Myślę, że jak skończy się gwarancja to i piekarnik będzie nadawał się tylko do wymiany. Kolejny będzie bez zegarka. 

Ślady od rąk widoczne nawet po dokładnym czyszczeniu.
Przy zlewie psioczę sama na siebie, tak strasznie chciałam mieć ceramiczny zlew. Nie przewidziałam, że jest płaski i resztki wylanych płynów nie będą spływać do odpływu. Tak mniej więcej wygląda w połowie dnia. 


Jak się wyleje cokolwiek powinno się od razu umyć zlew gąbką z płynem. Kto myje zlew najmniej dwadzieścia razy dziennie?  Ja nie!

Wtapiany zlew i bateria na blacie nie sprawdza się, zawsze koło baterii jest pełno wody. Mój małż nie zawraca sobie głowy wycieraniem tego, nawet o tym nie pomyśli. Gdyby nie te dwa wątpliwej urody pojemniki pewnie blat byłby napuchnięty wodą i do wymiany. 


Nie polecam ceramicznego zlewu tym którzy nie mają zmywarki i będą w nim zmywać naczynia. Dwa razy wyśliznął mi się z ręki talerz, uderzając o zlew z wysokości około 10cm. Talerzom nic się nie stało w zlewie zostało to


Na koniec by zakończyć jakimś pozytywnym akcentem, szafa. 


Ona zamyka kuchnię głównie od strony salonu, tworzy coś w rodzaju okna. W dobie mody na otwarte kuchnie nie wszystkim się to podoba.

Zdjęcie poglądowe sprzed dwóch lat zapomniałam zrobić aktualne
 Ja zrobiłam to świadomie i jestem zadowolona z efektu, bo zależało mi na wyraźnym podziale kuchnia - salon, nawet kosztem wizualnie mniejszego salonu. Do tego chciałam mieć choć mini spiżarnie (nie mam stosownego pomieszczenia) i szafa sprawdza się idealnie.


Na górze dwa kosze na dole cztery szuflady. Szafka klasycznie otwierana, bo nie jestem fanką kargo.

Mam nadzieje, że moje subiektywne spostrzeżenia będą pomocne dla wszystkich którzy planują urządzać lub remontować kuchnię. 

Pozdrawiam cieplutko,
Karola










czwartek, 12 grudnia 2013

Gwiazdka w Londynie

Witam wszystkich,
Zapowiadałam ostatnio fioletowe święta, jednak dziś będzie bardziej tradycyjnie, czerwono. Kuchnia przystroiła się w gwiazdkowe atrybuty. Bez wielkiego szaleństwa dekoracyjnego, czerwone tekstylia z IKEA kupione w sierpniu za łączną kwotę 6zł. I czerwona wstążka w gwiazdki z Sopockiej Werandy za 18 zł (w porównaniu do ściereczek to majątek :P) .




Nie mogło zabraknąć cytrusów 


Ciasta


I kawy


Pozdrawiam cieplutko,
Karola z Londynu 

piątek, 19 lipca 2013

Pitu, pitu...

Pitu, pitu a jutro minie miesiąc od moich urodzin. Mam spore zaległości i czas to zmienić. Chcę Wam pokazać jaki wspaniały prezent dostałam od Petry Bluszcz. Wszystko z myślą o mojej "angielskiej kuchni ": deseczka z londyńskimi motywami...


oraz łopatka, która została ozdobą nowych relingów. 




Była też karteczka z bluszczem :) teraz wisi na tablicy w mojej norze 


Z kolei od Katesz dostał materiałowe taśmy klejące. 


Dziewczyny jeszcze raz bardzooooooooooo dziękuję :)



Na koniec mała zapowiedź, mamy już oryginalną zupę. Niedługo coś z tego powstanie i nie będzie to bynajmniej obiad :)



pozdrawiam cieplutko i do następnego pitu, pitu...

poniedziałek, 25 lutego 2013

raz, dwa, trzy wiosno przyjdź...

Gdyby nadejście wiosny zależało od moich Afrykański koto-psów przedwiośnie zaczynałoby się w styczniu. W tym właśnie czasie mośki zaczynają się przerzedzać (basenji nie wymieniają całej sierści na sezon gubią część, szykując się do lata).  I wtedy pomimo braku trzaskających mrozów, muszą paradować po wsi w ubrankach, by się nie przeziębić. Wzbudza to często sensacje, bo ludzie nie są przyzwyczajeni do widoku ubranych psów, jeśli nie są to Yorki.

Jedna psiej rewii mody dzisiaj nie będzie :P

***

W sobotę w Gdańskiej Ikei była jednodniowa promocja na druciane patery, cena 14.99 nawet dla takiego sknerusa jak ja, wydała się atrakcyjna. Do tego stopnia, że po mimo, iż absolutnie pod żadnym pozorem nie odwiedzam tego przybytku w weekendy, wyczłapałam się z domu. Celem nabycia, drogą kupna rzeczonej patery.
W domu przeżyłam "letki" szok bo patera jest ogromna, czego w ogóle nie dostrzegłam w sklepie, pewnie dlatego, że pochłonięta byłam zastanawianiem się który kolor (biały czy niebieski) będzie lepszy do mojego wnętrza.  :p
I by już nie przedłużać pokaże wam dodatkowo mojego "kfiatka" to moja duma hodowlana :)



tym energetycznym obrazkiem wołam wiosno nadejdź :)
pozdrawiam cieplutko
Karola 

piątek, 15 lutego 2013

Kuchnia w stylu angielskim!?

Zainspirowana kiedyś "Angielski śniadaniem" Oli postanowiłam pokazać Wam, moją "Angielską kuchnię" :) A to wszystko przy okazji przygotowywania materiału na pierwsze dwa tygodnie tematyczne w Nie tylko na... w innym wypadku zbierałabym się pewnie jeszcze z pół roku :P

Na początek krótkie (miejmy nadzieje:P) wprowadzenie do tematu.
Gdy pok koniec lipca 2010 roku wprowadzaliśmy się do naszego domu, kuchnia wyglądała tak:


Naczynia myłam w prysznicu, a ponieważ drzwi pojechały na reklamację, zawsze miałam niechcianych pomocników :P


Nie powiem, że wspominam to z nostalgią, bo było mało komfortowo. Na domiar złego łatwo było coś potłuc i  do dziś posiadam mocno zdekompletowaną zastawę i szkło.  
6go grudnia po czterech miesiącach męki i dwóch miesiącach grillowania, jako sposobu na, nie generujący brudnych naczyń obiad. W końcu dorobiliśmy się kuchni :)


Co trochę zdezorientowało nasze psy. 

Nitkom nie przyszło do głowy by umieścić psa w piekarniku, ja chciałam tylko umyć nowe blachy :) odwróciłam się na chwilę a Pina i już tam siedziała...
Wtedy nawet się nie spodziewałam, że przypadek zmieni całkowicie pierwotne założenia wyglądu kuchni :) O tym przypadku pisałam tu <klik>

Po budce w  ramach dopełnienia czerwonego koloru, wykleiłam sobie tablicę, wzorowaną na znanym angielskim plakacie propagandowym.



A potem to poleciało jak lawina, Big Ben na oknie (zamiast firanki), pokazywany jako inspiracja naklejkowego bloga <klik>


Flaga Angielska jako osłona ściany przy kuchence...


I tu można by zakończyć wywód, jednak rozglądając się po kuchni można odnaleźć jeszcze kilka innych "Angielskich " dodatków. 

Drobne AGD:


Książki znanej angielki, produkty angielskie czy nawet ściereczka


Ojoj mnie zakręciło się w głowie :)
To jeszcze 3 ostatnie kadry z kuchni...


Kuchnia nie jest jeszcze skończona, czy w takim kształcie pozostanie to przyznam szczerze, że sama nie wiem. Naklejki dają mi możliwość szybkiego powrotu do pierwotnej bazy i stworzenia zupełnie nowego wnętrza.  
I tak kończymy wycieczkę po "Angielskiej" kuchni, która nie jest w stylu angielskim ale jak ją właściwie  nazwać?!

Pozdrawiam cieplutko wszystkich którzy dotrwali,
Karola

niedziela, 22 kwietnia 2012

Dryń, dryń z lodówki....

Witam wszystkich nieznudzonych moimi wypocinami słowotwórczymi :)

Dziś post odrobinę kuchenny. Mniej więcej 2 lata temu w tym czasie projektowałam sobie kuchnię do naszego pierwszego domu. Miałam bardzo dokładnie sprecyzowane potrzeby i wizję wyglądu mojej kuchni. Kuchnia z Ikei (jakie to banalne prawda :P) i czerwona jednobryłowa lodówka w stylu retro, najlepiej SMEGa lub ewentualnie ARDO VINTAGE.
Jednak marzenia jak to marzenia, nijak się często mają do rzeczywistości i ze względu na fundusze kupiliśmy zwykłą białą lodówkę. Z zamiarem, że sprzedamy ją za jakiś czas, jak dorobimy się tej wymarzonej :) (tak na marginesie do dziś naiwnie wierzę, że to nastąpi)
Potem była koncepcja pomalowania lub oklejenia jej folią samoprzylepną. Tylko był jeden problem przy oklejaniu, nie da się okleić rączki czy białej uszczelki. A malowania zwyczajnie się bałam, że coś nie wyjdzie i taki koszmarek będzie mnie straszyć codziennie.

Zarzuciłam, więc pomysły dekoratorskie ograniczając ozdoby do kilku szklanych magnesów w czerwoną kratkę.

Do czwartku kiedy szukając czegoś do pracy, natrafiłam na grafikę angielskiej budki telefonicznej. W głowie zrodził się kolejny szatański pomysł, skoro jest dworzec kolejowy w korytarzu to czemu nie mieć budki telefonicznej w kuchni :P.
Jak pomyślałam tak uczyniłam przy okazji niszcząc 2 metry cennej czerwonej folii (czerwona folia akurat na deficycie w domu była). Udało się jednak poskromić ploter i w piątek okleiłam lodówkę :)

Teraz mąż się śmieje, że nie idzie do lodówki tylko zadzwonić :p

Lodówka nadal nie jest retro ale prezentuje się całkiem oryginalnie :)  Muszę sobie jeszcze sprawić jakiś czerwony angielski akcent, może puszkę w kształcie dwupiętrowego autokaru.
Uważam, że należy tak tworzyć i dopasowywać swoje otoczenie by sprawiało nam radość i by marzenia nie przyprawiały o frustrację czy depresję.

I by już nie przedłużać tadam oto budka znaczy lodówka: lewy profil


Na ściany i żółtą rurkę nie zwracamy uwagi kuchnia nie jest jeszcze skończona.

prawy profil  (wybaczcie dopiero potem zauważyłam łapkę na muchy)


Wejście do kuchni


widok z salonowej kanapy


Więcej zdjęć nie mam bo zaszło słoneczko :( 

Na koniec zdolności ogrodnicze kotopsa :) 


Miłego poniedziałku 
Karola

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...