sobota, 16 sierpnia 2014

Never Ending Story, sezon 3 - armagiedon

By zrozumieć tytuł, odsyłam do pierwszego posta z tytułem Never Ending Story klik.
W poprzednim sezonie pojawił się także jeden wpis z tym tytułem klik. O pladze mszyc, zdrewniałych rzodkiewkach i kiepskim pomyśle by normalne pomidory zamknąć w mini szklarni, nie wspominałam bo zwyczajnie nie było o czym.


Na trzeci sezon postawiliśmy większą szklarnię zakupioną w Netto (najgłupiej wydane 200 zł.).  W połowie maja postawiliśmy namiot posadziliśmy pomidory, a w ogródku warzywa,  godzinę później spadł grad. Pomidory jakoś się trzymały ale w ogródku nastąpiło wielkie nic. Nic nie skiełkowało przez miesiąc.  Po tym czasie padła decyzja, że zasadzimy sobie drugi raz, to co ma szansę jeszcze urosnąć czyli sałatę w kilku odmianach. Ale brak czasu odwlekł wszystko do połowy lipca. W międzyczasie deszcz (a właściwie woda zbierająca  się w zagłębieniu dachu) połamała wszystkie plastikowe łączniki konstrukcji szklarni i dach zapadł się do środka. Po ponad 10 godzinach reanimacji (zastosowaniu kilometrów taśmy naprawczej, setki opasek zaciskowych i kilku listewek) postawiliśmy konstrukcję z powrotem.
2 dni temu podczas ulewy, wiatr porozrywał zamki i zmuszeni byliśmy zdjąć namiot mając nadzieje, że pomidory nie połamią się. Smagało nimi w lewo i prawo przez kilka godzin. Kiedy wszystko się uspokoiło przystąpiliśmy do próby naprawienia zamków. Ściągnęliśmy posiłki w postaci sąsiadki z maszyną i nowymi sprzączkami zamków. Jeden zamek został zszyty na stałe a drugi dostał metalową sprzączkę.


Dzisiaj wieje dość mocno ale konstrukcja jak na razie się trzyma. Całe przedsięwzięcie chcemy utrzymać tylko i wyłącznie dla tego, że kosztowało nas to sporo pracy i energii, a pomidory dopiero teraz zaczynają dojrzewać i jeszcze nie mieliśmy okazji zjeść własnych plonów.

Wysmagane wiatrem pomidory



Cud inżynierii konstrukcyjnej

Widok na drugą stronę szału nie ma...


Na koniec chce tylko powiedzieć, że nie polecam szklarni z Netto.
Pozdrawiam Karola 

11 komentarzy:

  1. Widać, że jesteś bardzo zdeterminowana do posiadania własnego warzywniaka, ale i pomidorom też nic nie brakuje - po tylu przygodach trzymają się znakomicie :))
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda by było Waszej włożonej pracy i serca w to wszystko. Oby pomidorki przetrwały! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezuuusss Maria!!! Masakra! Podziwiam Was, że Wam się chciało walczyć! Ja bym to skopała, rozwaliła i podpaliła na koniec! Mega szacun dla Was za cierpliwość i samozaparcie!!! Mam największą nadzieję, że te pomidorki nagrodzą Was pysznymi owocami, bo inaczej sobie tego nie wyobrażam!!!
    A na pocieszenie Ci powiem, że moje rolnicze zapędy skończyły się mega katastrofą i ogólną porażką...ale o tym pewnie w kolejny poście katastroficznym;)
    Trzymam za Wasze plony kciuki i nie dziękuj!
    Spokojnej nocy!Baj!
    P.S.Tak w temacie masakry od 40 minut dodaję ten komentarz i ciągle mi neta wywala:)Mam nadzieję, że tym razem się udało:D

    OdpowiedzUsuń
  4. oj walczysz kochana walczysz ale też bym robiła wszystko by reanimacja była skuteczna
    co swoje plony to swoje;-)
    nic Was nie pokona:-)
    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  5. a ja za to polecam taką z OBI szklaną, stoi u nas już chyba 5 jak nie 6 rok i nic się z nią nie dzieje. a co do pomidorów próbowaliście w tym roku mojej cud metody na zarazę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. Tak chodzimy koło tej szklanej z obi już 3 rok tylko funduszy ciągle brakuje. W tym roku jak nic nie wyrosło to nie było problemu z zarazą. Mieliśmy tylko wirusa w pomidorach malinowych ale to się leczy wymożonym nawożeniem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście ta szklarnia to jakaś pomyłka, ale z Waszą pomysłowością jakoś jeszcze się trzyma, oby przetrwała do końca ten sezon. A pomidory jak coś to mogą dojrzeć w domu :) No i na wszelkie zarazy dobra jest pokrzywa (choć z sąsiedztwem może być gorzej) albo woda z mlekiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pomidory najlepszy jest miedzian...ale trzeba pryskać po każdym deszczu...A szklarnia całkiem,całkiem...Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale macie przeboje, nie zazdroszczę:/ Mam nadzieję, że pomidorki przetrwają i będziecie mogli cieszyć się ich smakiem, za co obowiązkowo trzymam kciuki. Uściski:))

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas już zebraliśmy pomidorki i udało się wychowywać bez szklarni...
    Zobaczysz następnym razem będzie lepiej człowiek się uczy na doświadczeniach;-) Trzymam kciuki za wasze pomidorki!
    Ściskam Kami

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...